Wyrwa - fragment
Jest to jeden z tych wieczorów, kiedy nie mam nic obowiązkowego do roboty i wychodzę. Powinienem siedzieć w domu, poczytać książkę albo obejrzeć film i nie szukać kłopotów. Zamiast tego jestem głodny emocji, nudzę się, wychodzę nieumówiony z nikim wiedząc, że na pewno kogoś spotkam. Jeżeli nie to zacznę pić i ktoś spotka mnie. Z jednej strony chcę być sam, z drugiej mam nadzieję, że coś się wydarzy i nie będzie to kolejny nudny wieczór. Problem w tym, że dawno nie miałem nudnego wieczoru. Wchodzę do lokalu gdzie bywam za często. Na tyle często, że jak nie było mnie kiedyś przez tydzień to ludzie, których nie znam martwili się o mnie. - Cześć! – słyszę po otwarciu drzwi. Uśmiecham się i przyłapuję, że nie jest to uśmiech numerowany. Naprawdę się cieszę, że tu jestem. - Dobrywieczór – dopowiadam z udawaną elegancją. Za barem i na barze widzę znajome twarzy i próbuję dopasować do nich imiona. Nie jest prawdą, że zlewam ludzi i wyrażam brak szacunku do nich nie mając pojęcia jak się nazywa...